
I tak... >> piątek, 19 stycznia 2007 13:33:48
Walizka zapakowana i dopchnięta kolanem, albowiem zamknąć samodzielnie i bez siły użycia się nie chciała.
Zmęczona jestem jak nieboski zwierzak, umordowana, jak to mawia moja babcia, nerwami, pędem i załatwianiem różności w ostatniej chwili (czyli pan w czerni o ósmej rano).
Irlandia czeka, a czas ucieka. Wylot z Krakowa o 20.
Wcześniej naleśniki z twarożkiem.
Odezwę się, jak tylko złapię Internet.
Życzcie mi spokojnego lotu, bo tak wieje, jakby mnie miało porwać na bezludną wyspę. Smutno mi trochę.
Pani Arina
komentarze [2]
Pójdę do piekła i urwę łeb diabłu, bo mi się tak podoba >> czwartek, 18 stycznia 2007 20:51:26
Czuję się tak, jakbym przerzuciła furę kamieni, a każdy był wielkości mojej głowy, włączając sterczące na wszystkie strony włosy.
Mam dość i nie będę wyliczać czego, bo tego jest od choroby.
Najbardziej wkurza mnie biurokracja i pan ksiądz proboszcz, któremu umyśliło się zrobić ze mnie posiadacza zielonych papierów i pośpiech i sterowanie mną.
Jeszcze niczego nie zniszczyłam, ale to chyba tylko dlatego, że nie mam siły.
Nie mam siły myśleć,
działać,
oddychać,
pakować walizki,
rozmawiać.
W mojej głowie siedzi wielki kosmaty potwór i wyjada mózg łyżeczką do herbaty.
Idę czytać ‘Wielki marsz’ Kinga.
Jutro wracam do Ajriszolandii. Szczerze mówiąc, to już chcę tam być.
Niech ktoś włączy funkcję pod tytułem ARINKOWY OPTYMIZM.
„Spokój grabarza wszystko będzie dobrze
siódma dziesięć kwas chlebowy w barze
pukanie w głowę wszystko będzie dobrze
dobre chęci ładne widoki”
(Elektryczne Gitary ‘Spokój grabarza’)
Pani Arina
komentarze [0]
Tylko cztery litery sobie oderwać >> piątek, 12 stycznia 2007 23:45:38
Odkąd pojawiłam się w kraiku mam wszystkim i wszystkiemu znane urwanie czterech liter położonych tuż poniżej krzyża. Miał być to wyjazd wakacyjny w styczniu, cokolwiek, żeby tylko odpocząć jakoś i rozerwać się. Tak, rozerwać- chyba na strzępy za sprawą granatu.
Bo spokój to mam tylko jak śpię, a i to nie zawsze, bo czasami zasnąć nie potrafię.
Trzy tysiące trzysta trzydzieści trzy sprawy do załatwienia, zakończenia, spotkania i pogładzenia po głowie z równoczesnym ukryciem zgrzytania zębów.
Ale mimo wszystko jest miło. Ciepło. Właśnie wdycham zapach mojego domu- świeżo zaparzonej herbaty, dymu mentolowych papierosów mojej mamy, kurzu, cynamonu...
W przedpokoju bosą stopą natrafiam na literkę G pochodzącą ze starego kompletu scrabbli. Na krzesłach, podłodze, parapetach i lodówce walają się książki, w tym nieodłączny ‘Harry Potter’ Młodej. Pies i kot toczą co jakiś czas walkę o lepsze miejsce na łóżku.
Nawet nie myślałam, ze można tak stęsknić się za domem i poczuć to dopiero wtedy, gdy się w nim znajdzie.
Szczęśliwie. Oj tak. I wcale nie potrzeba dżinna z lampy.
Pani Arina
komentarze [4]
<>